spacer przez wieś
po wysychających ścieżkach dzieciństwa wciąż
błąka się samotny koń z odstrzelonym biegunem
marzy o zieleni łąk rozciągniętych akwarelą
nad łożem trzymającym w objęciach zapach zbóż
i błysk żywicy gnieżdżącej się w tajemnicy sęków
już od wschodu skrzypią ciężkie drzwi i pies ujada
a ja zamiast radości czuję lęk przyczajony w huraganie
szpaków rozrywających ciszę rozwieszoną w sadzie
nie będzie raju bo moje drzewa umarły stojąc bezwstydnie
nagie i bez owocu niczym klaunowie zbiegli z poematu krwi
kluczę pośród krawędzi niepokoju widzę układy liczb i prawd
tracą blask nie czuję uśmiechu ani czterolistnej miłości
wokół tkwią kikuty porozrzucanych nadziei
Komentarze (2)
-
- Łukasz Strużek
- 12 listopada 2011, 09:50:14
powiem tak- dobry jest tylko koń- obrazek konia bez biegunów- reszta do chrzanu
-
- Bożena Kaczorowska
- 12 listopada 2011, 09:55:03
Właściwie dopatrzyłam się kilku wyrazów z których - bez szkody dla wiersza można zrezygnować, np. - "krwi" -przy poemacie, oraz ostatnia zwrotka jest najmniej udana. - drażni - "krawędź niepokoju", "czterolistna miłość",
a już na pewno: "kikuty porozrzucanych nadziei".
Okienko zbyt pośpiesznie wcisnęłam- powinnam obstawić w związku z uwagami- pozycję - "wymaga korekty" :)
kłaniam się uniżenie :)